x

Ta strona używa ciasteczek (cookies) zgodnie z Polityką Prywatności. W Twojej przeglądarce możesz zmienić ustawienia dotyczące przechowywania lub dostępu do cookies.

W OBECNEJ KAMPANII POLICZYŁO SIĘ Z RAKIEM 0112409 OSÓB

Rak płuc...Mówiła, że jest dobrze...

Monik1401 napisał

Witam, moją mamę na początku leczono na przeziębienie, potem na zapalenie płuc, nie pomagały zwykłe leki ani antybiotyki. W końcu powiedziano mamie żeby zrobiła prześwietlenie płuc. Gdy dostała wynik lekarz odrazu skierował ją do szpitala na badania. Kiedy mama była już po badaniach i miała wyniki powiedziała, że to RAK, ale mały guzek na płucu, że będzie mieć chemię. Powiedziała, że lekarz mówi, że wszystko będzie dobrze po chemii. Później okazało się, że to złośliwy rak na płucach, oskrzelach i węzłach chłonnych - zmusiłam mamę do pokazania mi wyników. Po kolejnych cyklach chemioterapii mówiła, że jest dobrze, że rak się zmniejsza - czyli leczenie działa. Po czterech miesiącach była przerwa, bo wyniki się trochę pogorszyły była osłabiona i lekarz stwierdził, że poczekają aż trochę odpocznie od chemii i potem może zastosują radioterapię, ale wszystko jest ok - tak mówiła mama. Po 2 tygodniach mama trafiła do szpitala, ponieważ dziwnie się zachowywała, okazało się, że to przerzuty na mózg.
Tu się dowiedziałam, że mamie zostało może miesiąc życia, że razem z lekarzem, który prowadził jej chemioterapię podjęli decyzję o zakończeniu chemii - dlaczego nie wiem do tej pory. Po paru dniach mama przestała mówić, chodzić, sama jeść i po 3 tygodniach zmarła. Nie rozumiem dlaczego nie powiedziała o tym, że zakończyła chemioterapię, że zostało jej mało czasu, że umiera...Może dlaczego, że byłam w ciąży, ale nikomu nic nie powiedziała, nawet prosiła,żeby nikomu nic nie mówić wiedzieli tylko tata, ja i siostra. NIE ROZUMIEM, może jakoś inaczej bym się do tego przygotowała. Wiem, że jestem naiwna, że mogłam się domyślić. Dużo czytałam na temat tego raka, że rokowania są znikome, ale Mówiła, że jest dobrze...

Najnowsze odpowiedzi (11):
  • Monik1401 napisał

    Wiedziałam, że mogą to być jej ostatnie święta, ale nie docierało to do mnie...Myślałam, gdzie tam przecież jeszcze tyle czasu przed nią, to poprostu niemożliwe i umarła , przecież to było niemożliwe, nie teraz !!!!!!!!! Nie zdążyła zobaczyć wnuczki :(

  • kasia73 napisał

    Monik, nawet nie próbuję sobie wyobrazic jak bardzo jest Ci źle.
    Mamusia po prostu nie chciała, żebyś uświadomiła to sobie będąc w ciąży.
    Ważniejsze było dla niej zdrowie Twoje i Twojego maleństwa.
    Napewno bardzo Was kochała i kocha nadal i uśmiecha się widząc swoją wnusię.
    Trzymaj się kochana!

  • Monik1401 napisał

    kasia73
    Dziękuję Kasiu za twoją wypowiedź. Moja mama umarła 4 miesiące temu, a ja dopiero pierwszy raz o tym mówię. Z bliskimi nie potrafię rozmawiać na ten temat, dopiero tutaj napisałam co czuję. Jestem zła na siebie, że zlekceważyłam jej chorobę tzn. byłam z nią do końca umarła trzymając mnie i moją siostrę za rękę, ale nie o to chodzi poprostu nie docierało do mnie, że może tak szybko odejść. Od diagnozy żyła 5 miesięcy. Córkę zaczęłam rodzić wieczorem w dniu pogrzebu, urodziłam dokładnie tydzień po jej śmierci. Mała ma drugie imię po babci.

  • natalia187 napisał

    wspolcuje monik ale musisz byc dzielna. Toja Mama patrzy na Ciebie z gory i zawsze bedzie juz z Wami. Bedzie przy Tobie zawsze w kazdej chwili bedziesz czula jej obecnosc :) pozdrawiam

  • Monik1401 napisał

    Witam, męczy mnie jedno pytanie. Czy gdyby moja moja mama nie zaczęła się leczyć, to czy żyłaby do tej pory, kaszlałaby, ale by żyła. Chodzi o to, czy uważacie, że przy raku płuc złośliwym z przerzutami na oskrzela i węzły chłonne, nie okłamujmy się nie uleczalny już, czy był sens stosowania chemii. Uważam, że w tym momencie, to już nie rak ją zabił, ale chemia. Zniszczyła ją i w ciągu 4 miesięcy od pierwszej chemii wystąpiły przerzuty na mózg, a tak może gdyby nie ruszała, to może jeszcze by żyła. Boli mnie również to, że nie przechodziłam z nią tej choroby, pomagałam, ale jak teraz to widzę za mało. Czytam wasze wypowiedzi i aż mi przykro, że wcześniej nie znałam tego forum, może wiedziałabym więcej, może wiedziałabym jak jej pomoc i jak się naprawdę powinnam się zachowywać. Obwiniam się i nie mogę sobie poradzić z tym, że powinnam zrobić więcej dla niej. Boję się tej choroby i nienawidzę jej mimo, że nie jest zaraźliwa. Teraz widzę rozmiar tej choroby, jak dużo ludzi na nią choruje i naprawdę trzymam kciuki za wszystkich, którzy muszą się z nią zmagać, również ich rodziny bo też nie jest im łatwo.

  • Monik1401 napisał

    Czy wiecie może gdzie mogę kupić oryginalną bransoletkę silikonową livestrong żółtą. W jakiś sposób pomogę, wyrażę siebie i swój pogląd.

  • Rybenka napisał

    Witaj Monika,
    moja mama zmara na raka pecherza, usunieto jej pecherz i dwa lata zyla w koszmarnej niewygodnej sytuacji, i zastanawialam sie, czy warto bylo tego raka usuwac, byly komplikacje pooperacyjne, moze zylaby przynajmniej tyle samo ale w wiekszym komforcie, zastanawialam sie.
    Ale spytalam w koncu lekarza i upewnil mnie, ze usuniecie to byla dobra decyzja.
    Nie wiem jak bylo w przypadku twojej mamy, ale moze jednak warto zaufac lekarzom?
    Rak pluc jest wredny i szybki, tyle wiem.

    Nie mam pojecia gdzie kupic te bransoletke.
    Pozdrawiam

  • waniliowa napisał

    monik, strasznie mi przykro. przejrzyj tutaj , http://www.probikes.pl/index.php?item=273 tam są linki do oryginalnych angielskich stron...może to ci coś podpowie.

  • Monik1401 napisał

    waniliowa
    dziękuję, znalazłam, dokładnie na tej stronce dzięki twojemu linkowi :)
    http://www.livestrong.org/Shop

  • wioletax88 napisał

    Witam Cie Monik1401
    na wstępie bardzo współczuje :( nie da sie użyć słów by ani gestów by by wyrazic jak bardzo mi Ciebie szkoda:(
    Moja mama również miała raka pluć-pisze miała bo na szczeście został usunięty ... a moja mama wciąż jest z nami
    Monik1401 pytałas czy gdyby mama nie rozpoczeła chemioterapii nadal by żyła :( niesty chemia przełuzyła okres jej zycia minimalnie ale jednak to zorbiła rak płuc to bardzo ciezki rodzaj raka i niewiele przypadków kwalifikuje sie do operacji dla mojej mamy był juz ostni gwizdek, nie mogłaś zrobić nic Ani Ty ni lekarze... przerzut pojawil sie szybko ale nie ma zwiazku z chemioterapia chemia zwyczajnie już nie działała, przerzuty były węzłach... :(
    Bardzo mi przykro ,ale pocieszajace jest to ze nie meczyła sie długo :(
    Mam do Ciebie pytanie napisałas ze mama zachowywała sie dziwnie...co to znaczy jakie były objawy tych przerzutó do mózgu?pytam bo pomimo iz moja mam jest juz prawie rok(bez 2 tyg) po operacji wyciecia płuca oraz 5 miesiecy po chemioterapii nadal nie spie spokojnie .. czytajac Twoja wiadomość płakałam jak dziecko... co dziennie boje sie o jej stan i zdrowie ciagle pytam jak sie czuje a kazde złe samopoczucie na parwde mnie paraliżuje... rak płuca ywkryto przypadkiem bo miał ajuz jednego raka macicy i lekarz kontrolnie zrobił tk klatki ... gdyby nie to , teraz nie było by jej z nami... dwa niezalezne raki w jednym ciele...

  • Monik1401 napisał

    Wioletax88. Dziękuję za wsparcie i mam nadzieję, ze u twojej mamy wszystko juz bedzie dobrze i nie wroci juz to paskudztwo.
    Pisząc, ze zachowywala sie dziwnie chodziło mi o to, ze wszystko bylo ok i nagle poprostu z dnia na dzien zaczela zapominac takich malych niewaznych rzeczy potem lala sobie rosol do kubka z herbata lub chciala w lazience zrobic sobie herbate, nagle tez zaczela miec bardzo maly zasob słow jak takie trzy letnie dziecko mowila cos potem zapominala o czym mowila lub probowala cos powiedziec a nie wiedziala jak sie wyslowic. Opowiadala o czyms i nagle sie zacinala jakala jakby probowala myslec co ma powiedziec ale nie wiedziala. Potem zaczela wymiotowac, to wszystko w ciagu trzech dni. dzis byla "zdrowa" jutro calkowicie chora. Pojecha z siostra do szpitala tam juz tylko odpowiadala tak lub nie, ale rozumiala co sie do niej mowi. w ciagu kolejnych trzech dni przestala chodzic, potem sama jesc, a pozniej juz tylko lezala, spala i suchala jak sie do niej mowilo. Lezala w szpitalu nie cale trzy tygodnie.
    Tak cale szczescie ze nie meczyla sie dlugo to prawda i nie byla sama. W ostatnich godzinach trzymalysmy mame za reke, umarla patrzac na nas jakby sie zegnala, mam nadzieje ze wiedziala ze jestesmy z nia. Była taka spokojna i wytrwala...