Forum

Otwarte forum dyskusyjne

  • user_nick
    czarownica44 napisał 47 mies. temu kategoria: nowotwór pęcherza moczowego

    Rak pęcherza moczowego


    Walczę z nim już 8 lat,po pięciu latach walki okazało się, że są nacieki i jedyne wyjście to usunięcie pęcherza i wszystkiego co jest w pobliżu. Decyzja musiała być podjęta błyskawicznie. Oczywiście zdecydowałam się na tak skomplikowaną operację. Od trzech lat mam pęcherz zrobiony z jelita, początki były trudne, ale już jest ok. Myślę, że przerzutów nie będzie, wierzę w to bardzo mocno.
    Pozdrawiam wszystkich chorych i zdrowych, życzę wytrwałości i wiary w siebie:))

  • karolinagab napisał 47 mies. temu

    Witam, mój tata za dwa tygodnie będzie mieć tą samą operację co Pani + wycięcie węzłów. Niestety bardzo trudno dowiedzieć się jak człowiek czuje się po takiej operacji? Czy jest coś, co może mu pomóc w tak trudnym okresie? Czy my (osoby bliskie) możemy w jakiś sposób mu pomóc? Czy stosowała Pani jakąś specjalną dietę? Czy po tych trzech latach może Pani pracować? Ponieważ mój Tatuś jest Pracoholikiem,,, nie umie usiedzieć na miejscu.

  • karolinagab napisał 47 mies. temu

    Bardzo proszę o pomoc.
    Pozdrawiam Serdecznie i życzę zdrowia :)

  • czarownica44 napisał 47 mies. temu

    Witam serdecznie:)
    Ja również mam usunięte węzły chłonne i organy kobiece, to normalne, że muszą usunąć to wszystko, żeby nie było przerzutów, przynajmniej w okolicy pęcherza. Jeśli chodzi o samopoczucie po operacji to zapewne dużo zależy od organizmu. Moja operacja trwała 8,5 godziny, a na salę wróciłam dopiero po dobie. Człowiek wygląda nieciekawie, bo w koło ma dużo worków, kroplówki, ja miałam dodatkowo urządzenie do znieczulania bólu. Nie wiem czy każdemu taki aparat dają. Widok chorego jest przerażający, ale nie jest źle:).

  • czarownica44 napisał 47 mies. temu

    Nic mnie nie bolało, bo dawkowanie środków przeciw bólowych było odpowiednie. Po kilku dniach przeszłam już na ketonal, bo po morfinie miałam majaki i nie podobało mi się to. Oczywiście boli wszystko jak zaczyna się chodzić, ale można wytrzymać.
    Jedyną rzeczą jaką może zrobić rodzina to po prostu być i w razie czego podać wodę żeby zwilżyć usta i jakaś drobna pomoc w przbraniu, umycie itp.
    Jestem inwalidką pierwszej grupy i mogę pracować , ale nie w pełnym wymiarze godzin. Niech tatuś się nie martwi, praca poczeka na niego:). Diet nie stosowałam bo nie trzeba.

  • czarownica44 napisał 47 mies. temu

    Mam małe pytanie, czy tatuś ma mieć pęcherz robiony z jelita, czy worek na zewnątrz. Jeśli pęcherz to chyba nie obiecywali na 100%?
    Życzę Twojemu tacie wytrwałości i dużo zdrowia.
    W razie pytań chętnie odpowiem na każde pytanie, które Cię nurtuje.
    Pozdrawiam:))

  • karolinagab napisał 47 mies. temu

    Bardzo dziękuję za odpowiedz :)
    Mój tata ma mieć pęcherz robiony z jelita. Tak powiedział mu lekarz prowadzący.
    Czy istnieje możliwość, że będzie inaczej?

    Jak wyglądało Pani leczenie po operacji?
    ps. czy mogła by mi Pani podać nr gg albo jakiś kontakt w razie gdybym miała więcej pytań? Ponieważ akcja Pliczmy się trwa do dzisiaj... i nie wiem czy po tej akcji będzie można jeszcze pisać?

  • karolinagab napisał 47 mies. temu

    Węzły chłonne miała Pani usówane ponieważ miała Pani na nich guzy? Czy dlatego, że jest to normalne w tego typu operacji? (bo mój tata ma przerzuty na węzły)
    Jakiego stopnia złośliwość miał Pani nowotwór?

  • czarownica44 napisał 47 mies. temu

    Podam mój mail czarownica44@o2.pl Tam możesz pisać i na pewno odpowiem.
    Z tego co mówił mi lekarz, nie mozna dać gwarancji, że będzie na 100% pęcherz z jelita, ponieważ na jelicie musi być kreska odpowiedniej długości, a można to stwierdzić dopiero podczas operacji, tak więc nie mogli mi tego zagwarantować przed operacją.
    Jeśli chodzi o węzły chłonne to miałam usuwane żeby nie było na nie przerzutu, zawsze usuwają węzły chłonne i to jest normalne.

  • czarownica44 napisał 47 mies. temu

    Rak pęcherza moczowego jest tylko złośliwy , nie ma łagodnych. W ciągu 5 pierwszych lat miałam kilka operacji, a kiedy miałam zakończyć leczenie okazało się , że są nacieki. Usunięcie pęcherza to była jedyna szansa na wyzdrowienie:)). Mam nadzieję, że tak już zostanie:). Jest dobrze i jedynie co muszę robić to regularnie chodzić na kontrole do szpitala, USG, prześwietlenie płuc i czasami tomografia.
    Pozdrawiam.

  • czarownica44 napisał 47 mies. temu

    Aha, jeśli faktycznie będzie tata miał zrobiony pęcherz z jelita i życzę mu tego, chociaż wiem, że będzie klął w pierwszych miesiącach, ale niech wie,że później będzie dobrze.:)))

  • czarownica44 napisał 47 mies. temu

    Mam jeszcze jedno pytanie, gdzie tatuś się leczy? W jakim mieście? Może będzie możliwość spotkania się, zawsze łatwiej porozmawiać niż pisać:)))
    Jeszcze raz pozdrawiam i trzymam kciuki za tatę:))

  • karolinagab napisał 47 mies. temu

    Mój tata będzie mieć operację w Poznaniu w szpitalu na ul. Engla.

  • czarownica44 napisał 47 mies. temu

    będę w Poznaniu od 1 czerwca ok. 2 tygodnie, może trzy, kiedy tata ma operację??

  • karolinagab napisał 47 mies. temu

    Tata idzie do szpitala 28.05 czyli w piątek. Nie wiem do końca kiedy będzie mieć operacje. Pewnie w tym samym dniu nie więc albo w poniedziałek albo we wtorek (tak przynajmniej mi się wydaje).
    Bardzo dziękuję za Panie wsparcie :)

  • czarownica44 napisał 47 mies. temu

    To wcześniej niż w poniedziałek na pewno nie będzie miał, bo musi najpierw być 3-4 dni na głodówce, żeby oczyścić jelita.
    W takim razie jak będziesz miała ochotę się spotkać to napisz mi na pocztę i jakoś się umówimy.
    Pozdrawiam całą rodzinkę:)

  • karolinagab napisał 47 mies. temu

    Mam jeszcze jedno pytanie... ponieważ mojego tatę bardzo przeraża to, w jaki sposób będzie się "załatwiać" po operacji... i po jakim czasie wszystko się z tymi sprawami ustabilizuje?
    Jeśli chodzi o spotkanie to na pewno napiszę :)
    Jeszcze raz bardzo dziękuję za wszystkie informacje :)

  • czarownica44 napisał 47 mies. temu

    I to właśnie jest najgorsze ponieważ nie ma czucia i kontroli nad siusianiem. Musi cierpliwie trenować trzymanie moczu, co nie jest łatwe. Na początku będzie dużo nieprzespanych nocy bo będzie musiał pomalutku rozciągnąć nowy pęcherz. Wiele razy płakałam i klęłam, ale po około pół roku będzie już dobrze. Teraz jestem zadowolona, że mam pęcherz, a nie worek. :)))))


  • Ewela napisał 47 mies. temu

    Witaj,
    mój tato miał w październiku 2009 taką właśnie operację usunięcia pęcherza i zrobienia zastępczego z części jelita. Operacja trwała 5 godzin, a potem kilka godzin się wybudzał. Po operacji był jeszcze ok. tydzień w szpitalu. Na początku było ciężko, bo nie można pić (choć się chce), a jedynie zwilżać usta chusteczką, człowiek jest podpięty do mnóstwa rurek i worków, odżywianie jest oczywiście też przez rurkę, nie można się ruszyć, żeby nie rozwalić świeżej rany na brzuchu. Po kilku dniach tato zaczął chodzić (wtedy przydał się bardzo elastyczny pas, który można kupić w aptece, taki sam albo podobny do poporodowego). Po powrocie do domu najtrudniejsza było właśnie nauczenie się "korzystania" z nowego pęcherza i przełamanie wstydu (bo dla taty jego choroba była i jest niestety ciągle wstydliwa). Początkowo tato nie wychodził w ogóle z domu, bardzo źle sypiał, bo budził się co 15 minut i biegł do ubikacji. Po kilku dniach zaczął wychodzić na krótkie spacery z psem, potem na coraz dłuższe, a ostatnio spędził pół dnia na chrzcie :) Jest już w wieku emerytalnym, więc zawodowo nie pracuje, ale ciągle uprawia swoją ukochaną działkę i jeździ na ryby.
    Trzymam kciuki - na pewno wszystko się uda!
    A jakbyś chciała pogadać, to mój e-mail: erebacz@hotmail.com

  • karolinagab napisał 46 mies. temu

    Cześć,

    Bardzo dziękuję za tą wiadomość... niestety nie wszystko po operacji jest jak miało być.... Tata miał bardzo duże przerzuty na węzły chłonne i niestety nie mogli mu zrobić zastępczego pęcherza z jelita. Teraz czeka na chemię i mamy nadzieję, że zadziała... chociaż lekarz mówi, że jest bardzo ciężko ponieważ ma bardzo agresywny nowotwór.
    Teraz szukamy dodatkowych sposobów wspierających organizm w czasie chemię... i wierzymy, że wszystko się w końcu ułoży

    Pozdrawiam Serdecznie :)

  • Ewela napisał 46 mies. temu

    No kurcze, przykro mi. Trzymam mocno kciki za Tatę, Ciebie i całą Twoją rodzinę.
    Nie wiem nic nt. przechodzenia przez chemię, więc nie będę sie wymądrzać, ale na pewno znajdziesz tu ludzi, którzy będa w stanie Ci pomóc.

    Pozdrawiam,
    Ewelina

  • czarownica44 napisał 46 mies. temu

    Szkoda, że nie wyszło tak jak było planowane. Pęcherza nie zrobili z jelita bo kreska była krótka, Myślę, że węzły usunęli, a chemia będzie żeby nie było przerzutów. Jeśli chodzi o przerzuty to w tego typu raku przerzuty są na płuca. Chemia na pewno pomoże, chociaż zapewne osłabi organizm.
    Pozdrawiam Ciebie i Tatę i bądźcie dobrej myśli. To jest najważniejsze, nigdy się nie poddawajcie:))

  • dorota54 napisał 41 mies. temu

    boze mamraka pecherza moczowego jestem zalamana

  • elza napisał 41 mies. temu

    Hej Dorota co ci powiedzieli lekarze? jak duża jest zmiana jakie proponują leczenie?

  • czarownica44 napisał 41 mies. temu

    witaj Dorota, nie można się załamywać, można z tego wyjść.

  • monya napisał 41 mies. temu

    mój tato będzie mial jutro usunięty pęcherz, nie wiem jak będzie się czuł po operacji...pewnie kiepsko ...mam nadzieję że wszystko będzie w porządku strasznie się wszystkiego obawiam.<BR><BR>

  • elza napisał 41 mies. temu

    Głowa do góry będzie dobrze!

  • monya napisał 41 mies. temu

    tato już po operacji, nie był do końca wybudzony jak go widziałam i lekarza już nie było przy nim. Pełno rurek podłączonych i mówił, że boli, dostał morfinę....Jutro wybiorę się do niego i poszukamy ordynatora, wierzę, że od dzisiaj już wszystko idzie do przodu i będzie tylko lepiej...coraz lepiej.... dzięki Elza wierzę, że będzie dobrze. pozdrawiam.

  • luiza napisał 41 mies. temu

    Hej Monya jak tata?

  • luiza napisał 41 mies. temu

    Monya odezwij się!

  • monya napisał 40 mies. temu

    witam, tata juz jest w domku:) czuje się dobrze i wygląda już dobrze, na razie nie wychodzi z domu ponieważ czekamy na potwierdzenie otrzymania worków na mocz, będzie uczył się z tym funkcjonować. Najgorzej w nocy z tymi workami co obecnie nosi spać, budzi sie i nie może znaleźć miejsca. W nowym roku będzie miał jeszcze naświetlania, ale mam nadzieję, że nie będzie nawrotu choroby. Już teraz musi być dobrze, wierzę , że najgorsze już za nami. Pozdrawiam.

  • luiza napisał 40 mies. temu

    I oto nam wszystkim chodziło!!!

  • monya napisał 40 mies. temu

    tata ma od kilku dni gorączkę, okazało się , że za szybko zmienili worki na te przylepne, wdało się zakaźenie... czy ktoś miał podobny problem, proszę o odpowiedź. Byliśmy u lekarza, przeczyścił wszystko, ale gorączka nie spada:(

  • alf napisał 40 mies. temu

    Monya, ja miałem taka systuacje, że po infekcji mimo antybiotyków gorączka się utrzymywała ponad 5 dni. A więc trochę cierpliwośći. Może tez być tak, że gdzieś się stworzylo jakieś ognisko ropne które jest niewidoczne.

  • alf napisał 40 mies. temu

    Monya, i jak sytuacja z tatą?

  • alf napisał 40 mies. temu

    Monya czy udalo się opanować gorączkę?

  • monya napisał 39 mies. temu

    Witam , dawno nie byłam tutaj.... tata 5 dni spędził w szpitalu, dostał antybiotyk i gorączka minęła. Teraz jest w domku, mocz leci czysty , tata jest oslabiony... W następnym tygodniu ma wizytę u ordynatora, ktory przeprowadzał operację. Zadecyduje , czy można znowu próbować worki przyklejane do skóry. Racja Alf, to była jakaś infekcja... Mam nadzieję, że teraz już się wszystko ustabilizuje. Pozdrawiam.

  • monya napisał 39 mies. temu

    znowu tata miał stan zapalny i gorączkę , byliśmy u lekarza przeczyścił i gorączka spadła. Ogólnie tata schudł już ponad 20 kg, jest teraz taki słaby, mało chodzi więcej leży , mam nadzieje , że z biegiem czasu pogoda się poprawi i będzie miał więcej chęci do życia...

  • Ewa77 napisał 38 mies. temu

    Witam wszystkich, niestety ten problem dotyczy mojego Taty. 10/02 na oddzial i nie wiadomo jeszcze czy czesc pecherza czy caly beda wycinac. Nie mieszkajac w polsce zabralam go do siebie zeby byc z nim 24 / dobe. chociaz tyle moge dla niego zrobic... na razie. Mam nadzieje ze sie dobrze skonczy! Zycze tego wszystkim... Sama nie wiem o co sie pytac i czego musze sie dowiedziec. Najgorsze ze Tacie worek wydaje sie koncem swiata a "sztucznym" pecherzem tez jest przerazony. No i zamkna sie troche w sobie a ja sie boje ze nie bede w stanie mu pomoc. Najwazniejszy facet mojego zycia!!!

  • monya napisał 38 mies. temu

    Witaj Ewa, mój tata przed operacją też był przerażony, ale gorzej jest po operacji. Ciężko jest się jemu przyzwyczaić do tego worka, ciągle ma jakieś zapalenie. Teraz jest już dwa miesiące po operacji , dopiero zaczął stosować te przyklejane worki, jeszcze nie jest wprawiony i często przeciekają, nie chce za bardzo wychodzić z domu i wstydzi się tego. Dużo pomaga moja mama, oczyszcza wokół ranę, pomaga przyklejać worki i podtrzymuje go na duchu. Myślę, że będziesz potrzebna swojemu tatusiowi po operacji, zanim przyzwyczaji się do nowej sytuacji potrzebuje czasu. Wspieraj go , dużo ludzi żyje i cieszy się życiem, bez pęcherza można żyć!! Tata nawet ostatnio był na imieninach i wytrzymał 5 godzin poza domem, wiesz jaki był szczęśliwy:) Powodzenia i nie dajcie się !!! Ty nie pokazuj przy nim łez i załamania, bądź dzielna , ja byłam.

  • czarownica44 napisał 38 mies. temu

    Witajcie:) Ewa najważniejsze w tym wszystkim jest to, żeby każdy zrozumiał, że nie jest to koniec świata i trzeba walczyć, nie można się poddawać. Ja mam sztuczny pęcherz i nie jest to tragedia:). Na początku było ciężko, ale teraz jest dobrze. Jest to pewien dyskomfort, ale zapewnij tatę, że inni mają gorzej. Może niech tata trochę poczyta na temat tego typu raka, wiem, że jest złośliwy, ale ja jestem już zdrowa:), Nigdy nie pomyślałam, że może być inaczej.
    Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie i życzę dużo, dużo zdrowia:)

  • alf napisał 38 mies. temu

    Monya, tata musi uzbroić się w cierpliwość! Choroba przewraca nasze życie do góry nogami. To co kiedyś wogóle nas nie absorbowało i nies stanowiło problemu nagle staje sie fundamentem naszej codziennej egzystencji. My faceci odczuwamy tochyba silniej, kiedy nagle stajemy się bezradni wobec czegoś. Ale małymi krokami można zaadoptować się do nowej sytuacji.

  • Ewa77 napisał 38 mies. temu

    Witam Was, dziekuje Wam za szczere i uzyteczne slowa. czekamy na wyniki.... 11 lutego mial zabieg (tur). teraz trzeba czekac ok. 2 tygodni. w miedzy czasie przywiozlam go do domu. Tu ma chociaz mojego psa i kota zeby sie zajac troche i nie myslec co bedzie. mieszkam na uboczu i jak tylko jest troche slonca wyganiam go na spacery. Zobaczymy... No i powtarzam mu ze jestem i nie dam mu krzywdy zrobic :-)) ze to dla jego dobra i zycia, ze z workiem da sie zyc....itd, itd...
    no i po 10 latach malzenstwa potwierdzilo sie moje przekonanie ze wyszlam za wspanialego faceta bo mojego tate traktuje jak swojego ( juz go nie ma) i walczy o wszystko jak ja. pozdrawiam Was wszystkich serdecznie i napisze jak cos bede wiedziala. wielkie buziole!!!!

  • mtu20 napisał 38 mies. temu

    Witam,
    u mojej teściowej niedawno zdiagnozowano guzy na pęcherzu. W środę miała operacje przez cewkę moczową i zostały one usunięte i przekazane do badania histopat. Było ich 3. Największy 3cm, mniejsze 1,2cm i 0,8cm. Teściowa teraz czuje się dobrze, jutro wychodzi ze szpitala. Z niepokojem czekamy na wyniki (7-14 dni od zabiegu).
    Mam pytanie, gdzieś wyczytałam, że po takim zabiegu w ciągu 24h powinna dostać wlewkę chemii do pęcherza, a z tego co się oriętuje nic takiego nie miała. Jak to było u Was?

  • alf napisał 38 mies. temu

    Myśle że decyduje o tym wynik badania histopatologicznego bo ono da odpowiedź na to, czy to były zmiany nowotoworowe.

  • mtu20 napisał 38 mies. temu

    Witam ponownie,
    właśnie wróciliśmy od lekarza po odebraniu wyników z histopat. Wynik: Rak pęcherza moczowego o niskim stopniu złośliwości, nienaciekający. Z jednej strony jesteśmy przerażeni wizją raka, a z drugiej cieszymy się że nie naciekający. Niestety największy guz znajdował się w miejscu połączenia lewego moczowodu z pęcherzem i najprawdopodobniej zajął również moczowód. W związku z czym teściowa będzie dalej badana. Za 3 tyg. ma tomografie komp. po której zapadnie decyzja, czy moczowód wraz z nerką zostaną usunięte.

  • alf napisał 38 mies. temu

    To w sumie dobra wiadomość w tej sytuacji. Takie rozpoznanie histopatologiczne w tym wypadku to bardzo ważna rzecz,

  • alf napisał 37 mies. temu

    Ewo, jak sobie radzicie?

  • kuba napisał 37 mies. temu

    Drodzy Forumowicze. Moja mama od maja zmaga się z nowotworem pęcherza. Został usunięty, wyniki hispatów są na razie dobre (brak wznowy). Jednak terapia BCG wprost zmasakrowała pęcherz (jest duży i ogromnie bolesny stan zapalny, zmniejszył drastycznie objętość). Generalnie mama się bardzo męczy, chudnie i ból ją dobija. W perspektywie jest resekcja i worek, a mamę worek zwyczajnie przeraża. Mam w związku z tym dwa pytania:
    - czy są tu osoby, które również źle przechodziły BCG (może macie jakieś rady)
    - czy są tu osoby (szczególnie kobiety) z Warszawy, którym usunięto pęcherz i chciałyby się podzielić swoimi doświadczeniami życia z "workiem", mogłyby wesprzeć mamę w tym momencie trochę odczarowując jej ten temat (co innego rozmowa z lekarzem, a co innego ze "zwykłym" człowiekiem). O odpowiedzi proszę tu na forum lub na maila qba@life.pl. Będę bardzo zobowiązany i dziękuję.

  • czarownica44 napisał 37 mies. temu

    Witaj Kuba
    Jestem po BCG i po usunięciu pęcherza, ale nie mam worka tylko pęcherz z jelita. BCG miałam przez bardzo długi czas i nie odczuwałam wielkiego bólu, czasami stan podgorączkowy( trzeba koniecznie poleżeć tego dnia) ale te wlewki i tak nie pokonały tego robaczka. Mam sztuczny pęcherz od 4 lat i jest ok. Jeśli chodzi o worek, to moja znajoma ze szpitala ma i bardzo sobie go chwali. Mamę przeraża nieznane i wydaje mi się, że powinna trochę o tym poczytać lub z kimś pogadać. Pozdrowienia dla Ciebie i Mamy.

  • pakapp napisał 35 mies. temu

    Witam !
    Pare tygodni temu u mojego taty stwierdzono guza pęcherza moczowego :( Po badaniu urologa zrobionu mu zabieg usuniecia zmiany, nie pamietam dokladnie nazwy Turlp czy cos takiego? Lekarz stwierdzil, ze tato trafil w idealnym momencie, zmiana byla bardzo mala ok. 0,5 cm i nie wydaje mu sie, ze bedzie mocno agresywna. Kilka tyg. pozniej przyszly wyniki histopatologiczne i niestety... Stwierdzono caricom in situ(cis). Lekarz sie bardzo zdziwil z tego wyniku :/ Skierowal nas do wrocława na zabiegi BCG.

    Prosze mi powiedziec, widze, ze jest tu kilka osob, ktore przeszly ta nieszczesna chorobe, jakie sa szanse zeby tymi szczepionkami BCG wyleczyć się z tego? Tato jest zalamany, a wizja wyciecia pecherza strasznie go doluje.

1 2 3 4 5 ... 85 86 dalej
Musisz być zalogowany aby dodawać wypowiedzi. Zaloguj się teraz lub załóż konto.