-
Aganiok84 kategoria: ogólna 19 mies. temu
Metamorfoza

Każdy z nas doświadczył pośrednio lub bezpośrednio indywidualnego smaku spotkania z Tym co nie jest wyrokiem a do głębi daje o sobie znać w sferze fizycznej jak i psychicznej...
Chciałabym przedstawić kilka spostrzeżeń z mojej perspektywy.
Kiedy usłyszałam "rak złośliwy"- milczałam a łzy płynęły bezwiednie, nadal pokornie słuchałam co dalej, choć nie wszystko do mnie docierało gdyż biłam się z myślami...
Informowanie innych-to etap oswajania się przede wszystkim-bardzo ważny moment-głównie z tego względu, że wtedy uzyskałam wsparcie i zrozumienie...
Dalej dość szybko, szpitalne łóżko, narkoza , przebudzenie, kroplówki i ból. Teraz musiałam zrozumieć, że jestem zależna od innych a może bardziej obrazowo zabrzmi -bezsilna-co dotąd NIGDY się nie zdarzyło. Wstawanie z łóżka to wyczyn, samodzielna wyprawa do toalety to sukces:) Sen w jednej pozycji i wciąż pamiętamy o plastikowych rureczkach idących od szyi i dłoni. Maskotka, by mimo dorosłego życia nie czuć samotności, książka by w miarę powracania sił mieć sposób na długie dni urozmaicane posiłkami , które i tak mnie nie dotyczą-bo mam amciu w kroplówce, oraz obchodami lekarzy-gdzie na pytanie i „jak się Pani czuje?”-zawsze odpowiadam „dobrze”-bo mimo wszelkich niedogodności chcę jak najszybciej wrócić do domu:)
W domu oswajam się z NOWYM STYLEM ŻYCIA:)
Dziś jestem 2miesiące po zabiegu i 2tygodnie po pierwszej chemii.:)
Oczywiście szukam pomocy u różnych źródeł:)
Wiecie Kochani-dziś otrzeźwiałam z tej matni... Myślę, że do tej pory jakbym stała obok siebie patrząc na odwiedzających mnie, na szwy, na niebo także.
OLŚNIŁO mnie Życie!
Przypomniałam sobie moje motto: szczęścia nie otrzymujemy w darze-trzeba je ZDOBYĆ!!!:)
Pojęłam, że dopiero dziś ZAAKCEPTOWAŁAM swoją przypadłość:) Do tej pory nie czułam sił-wewnętrznych sił, których zawsze miałam pod dostatkiem i to ja podtrzymywałam na duchu innych a z tego czerpałam energię:) Dopiero dziś dotarło do mnie znaczenie wszystkich zwrotów typu: "Wszystko będzie dobrze", "Rak to nie wyrok", "Uśmiech pomaga", "Pozytywne myślenie" itd.:) Generalnie mam na myśli, że nikt z nas nie jest przygotowany na taką informację w swoim życiu! Wiem, że każdy ma etap załamania, zwątpienia, ale po każdej burzy wyjdzie słońce taka jak po nocy przychodzi dzień!!!
Kochani jesteśmy jeszcze wartościowszymi ludźmi bo na nowo możemy z beztroskim wzrokiem dziecka odkrywać życie-zachwycając się choćby trzepotem skrzydeł motyla!!! Do tego siła -odkryłam, że nie wiedziałam jaka potrafię być SILNA!!!
Taka mała a wielka Metamorfoza:)
Każdemu życzę wytrwałości, siły, wsparcia, wiary i...
" BĄDŹ ZAWSZE SŁOŃCA PROMIENIEM
DLA TYCH CO SŁOŃCA ZA MAŁO MAJA,
ŻYJ CZYNEM A NIE MARZENIEM
I NIECH CIĘ INNE SERCA K O C H A J Ą!!!!" :)))))))
POWODZENIA A. -
ewam # 19 mies. temu
Powiem krótko ŚWIĘTE SŁOWA MALEŃKA
to dla Ciebie
Choć mam pod górkę
niestety tak bywa,
choć życia czasami
mam ogólnie dość,
to jednak potrafię
być szczęśliwa, na przekór,
wszystkiemu na złość.
Potrafię cieszyć się drobnymi
rzeczami, potrafię
często uśmiechać się,
choć czasem oczy
pokryją się łzami,
ja szczęście odnajdę
i Uśmiech też:)))
i jeszcze jedno
To, że czasami płaczę nie znaczy,
że jestem słaba...
To, że nie zawsze sie uśmiecham nie znaczy,
że nie jestem szczęśliwa...
To, że często marzę nie znaczy,
że nie patrzę realnie...
To, że kocham za mocno nie znaczy,
że można mnie ranić...
To, że nienawidzę nie znaczy,
że jestem zepsuta...
To, że czasami milczę nie znaczy,
że nie mam co powiedzieć..
To, że czasami nie wiem co robić nie oznacza jeszcze,
że nie wiem jak żyć...
******
♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥
Trzeba przeżyć ból
by opisać cierpienie...
Trzeba dotknąć nieba
by rozkosz zapisać...
Trzeba stracić nadzieję
by cenić złudzenia...
Trzeba przeżyć wczoraj
by obudzić się dzisiaj...
Trzeba najpierw zgubić
żeby zacząć szukać...
Trzeba być samemu
by cenić we dwoje...
Trzeba zamknąć drzwi
żeby ktoś zapukał...
Trzeba się zapytać
by ktoś wskazał drogę...
Trzeba poznać brutalność
by docenić tkliwość...
Trzeba przestać bywać
by znów odczuć bycie...
Trzeba przeżyć romans
by rozpoznać miłość...
Trzeba najpierw UMRZEĆ
by ROZPOCZĄĆ ŻYCIE ...
* * * * * * * * * * *
Trzeba żyć, by ból pokonać
Trzeba żyć i naprzód iść!
Trzeba żyć jak Bóg nakazał!
I choć trudno - trzeba żyć!
Trzeba żyć i trzeba kochać
Trzeba żyć dla naszych dzieci!
Trzeba żyć i stawiać czoła
Życia wichrom i zamieci
Trzeba żyć i iść pod górę!
Trzeba żyć, gdy w oczy wieje!
Trzeba żyć, choć sił brakuje!
Trzeba żyć i mieć nadzieję!
Trzeba żyć dla naszych marzeń!
Trzeba żyć dla ich spełnienia!
Trzeba żyć i iść z uporem
Ścieżką swego przeznaczenia!
Trzeba żyć, by dojść do celu
Trzeba żyć, choć bolą rany!
Trzeba żyć i chcieć zwyciężać
By nie zostać POKONANYM.. -
Aganiok84 # 19 mies. temu
Dziękuję Ewam...aż się popłakałam,"ale to nie znaczy,że jestem slaba...";)
Piękne prawdy:o)
...Opowiem Ci bajkę
......o smutnym kamieniu
...co leżał samotny
......przy drodze gdzieś w cieniu
...i o tym jak marzył
......by ktoś go przytulił
...lecz nikt go nie widział
......był szary i bury
...czasami ktoś przysiadł
......odchodził nie wracał
...a kamień wciąż czekał
......i tęsknił...i płakał
...był taki samotny
......i pragnął bez przerwy
...należeć do kogoś
......kto dobry i wierny
...czas mijał ulotny
......zmieniała się ziemia
...niestety nikt nie chciał
......szarego kamienia
...aż kiedyś porankiem
......gdy rosa błyszczała
...tęcza usiadła
......odpocząć gdzieś chciała
...i gdy poczuła
......moc uczuć kamienia
...po kropli kolorów
......na niego kapnęła
...łąkami polami
......szła sobie dziewczyna
...zwyczajna przeciętna
......samotna niczyja
...gdy kamień ujrzała
......zmieniony przez tęczę
...wiedziała poczuła
......i wzięła go w ręce
...wzruszona szepnęła:
......iść dalej nie muszę
...bo kamień znalazłam
......i piękną w nim duszę:o) -
JustynaS # 19 mies. temu
Czytając posty innych forumowiczów odnoszę wrażenie, że wielu z nas przechodzi podobne metamorfozy. Kiedy dostajemy informację, że jesteśmy chorzy na raka to zostaje uleczona nasza dziwna 'krótkowzroczność". Dopóki nie otrzemy się, że o śmierć, wydaje nam się, że życie nie ma granic. Wydaje nam się, że na mamy czas, pędzimy, gubiąc to co najważniejsze.
Gdy uświadomiłam sobie, że jednak nie jestem nieśmiertelna, to doprowadziło do swoistego wyzwolenia. Dostrzegłam rzeczy, na które przed diagnozą nie zwracaliśmy uwagi, przede wszystkim doceniłam je. Wiele rzeczy, które wcześniej uważałam za bardzo ważne, okazało się, że są mało ważne. Zdałam sobie sprawę, że przedtem zmarnowałam wiele czasu na rzeczy nieważne. Teraz tak naprawdę czuję smak życia, jakiego przedtem nie znałam, życie nabrało intensywności.
wierszyk ks. J. Twardowskiego
NIC
Jakie to dziwne
tak bolało
nie chciało się żyć
a teraz takie nieważne
niemądre
jak nic. -
JustynaS # 19 mies. temu
w jakieś rozmowie jeden znajomy wymyślił Anioła Radości :)))
a ja taki "wierszyk" skleciła:
Na mym ramieniu
raz prawym, raz lewym
Anioł Radości
od dawna już siedzi
Co dzień go karmię
pielęgnuję i nie zaniedbuję
a on z ogromną wdzięcznością
u mnie pracuje
Anioł Radości
na mym ramieniu siedzący
wszelkimi metodami
broni przed truciznami
Trudzi się, tłumaczy
psychoanalizę stosuje
a jak potrzeba
to i w łeb uderzy
Pomimo problemów
wielkiego uporu
nie poddaje się
i zwycięsko wychodzi
Do Anioła Radości
wyciągnij rękę
zaproś go do siebie
porzuć smuteczki
i przygnębienie
Lepiej tu i teraz
rozkoszować się nim
niż marzyć,
że spotkamy go w niebie.
:))) -
-
aga85 # 19 mies. temu
kochana AGANIOK84.Piszesz tak pieknie ,ze chce sie tego czytac naokraglo:)Chce zebys wiedziałam ze jestes bardzo silna kobieta:)I napewno jestes wzorem dla innych i powiem Ci cos jeszcze!!!Wiem ze tacy ludzie jak Ty ZAWSZE WYGRYWAJĄ!!!!!!Ja sama staram sie miec takie nastawienie ja Ty i choc czasem przychodzi gorszy dzien,staram sie szybko go odganiac!Ja w srode ide na 5 chemie.Mam raka piersi,czeka mnie jeszcze dluga droga.Ale wiem ze gdyby nie choroba ,ból ,strach i niewiadoma-nigdy nie byłabym tak jak teraz!!!!DLATEGO WIEM ZE MOJA CHOROBA TO DAR OD BOGA!!Dar ktory jest bolesny i szary ale niesie za soba mnóstwo korolów!!!!Dzieki niemu odkryłam swoja siłe,piekno swiata,przewartosciowałam całe swoje zycie i przekonałam sie ze są wokoł mnie dusze które kochaja mnie bardziej niz siebie-i sa moimi aniałami!!!!!NIKOMU NIE ZYCZY SIE CHOROBY I CIEPRIENIA ALE KAZY CZŁOWIEK CHOC PRZEZ JEDEN DZIEN POWINIEN STANAC ZE SMIERCI "TWARZA W TWARZ"-to uczy pokory do zycia!!!:)pozdrawim Was i zYcze duuuuuuzooooo siły!!!:)
-
-
JustynaS # 19 mies. temu
Po chrześcijańsku też nikogo nie życzę źle, nie życzę nikomu choroby i cierpienia, ale czasami gdy się trafiają właśnie takie dni jak dziś (kiedy czuję się wyjątkowo nierozumiana), to mam taką myśl, że powinno się coś stać, aby niektórych nauczyło pokory. Mam pragnienie, aby ludzie potrafili dostrzec jak dużo mają, życie, zdrowie, dużo dostali za darmo, a nie potrafią tego docenić. Pędzą, gonią nie wiadomo za czym, a gubią po drodze to co najwartościowsze. I czasami sobie myślę, że jednak jestem szczęściarą, że potrafię znaleźć szczęście w sobie, w tym co blisko mnie, a nie "wyczekuję", że jest ono gdzieś "daleko". :)
Teraz czytam ELEMENTARZ ks. Twardowskiego i jest to właśnie elementarz, podstawowe informacje co tak naprawdę jest ważne. To co powinniśmy nauczyć się na początku naszego życia, aby go nie 'zmarnować'.
I z tej książki cytat (o samotności, dziś właśnie mam taki dzień, czuję się samotna):
"Samotność w ciężkiej chorobie, kiedy nikt nas nie rozumie i nie może pomóc, samotność wobec śmierci - niezawiniona przez nas, przychodzi od samego Boga i jest tak ważna jak miłość. Nie trzeba się bać takiej samotności, bo ona zbliża nas do ludzi, pomaga przemyśleć wiele spraw, by potem komuś lepiej służyć."
:) -
aga85 # 19 mies. temu
Justynko wyobrazam sobie jak ciezko musi Ci byc!!!!Ja nawet nie chce myslec jak ciezko jest zostac z choroba sam na sam!!!!!!Choc kochana pamietaj ze nie jestes sama !!Kazada z nas czuje to co TY!! I mysle ze choc ciałami jestesmy porozrzucane po całym kraju i dziela nas setki kilometrów to duchami wszystkie jestesmy razem-tylko my te które zmagaja sie z choraba mamy ten łaczący Nas BLYSK W OCZACH!!!Błysk który daje nam radosc i siłe!!!!Takze kochana nie jestes sama pamietaj o tym!!!!!ale zycze Ci abys znalezła swojego osobistego anioła który bedzie przy Tobie nie tylko duchem ale i ciałem,życze Ci takiego cudownego anioła jakiego ja mam:)
-
JustynaS # 19 mies. temu
Aga85, to nie chodzi o to, że jestem sama, jest przy mnie rodzina, z częścią "starych" znajomych nadal mam kontakt, mam nowych znajomych. Nie mogę narzekać, że ludzie mnie nie wspierają. Tylko czasami po prostu czuję się nierozumiana i dziś mnie dopadł "płaczliwy" nastrój. Takie dni często się mi nie zdarzają. Odpędzam je jak mogę, ale i sobie trochę popłaczę, wtedy mam takie swoje "katharsis".
Niezależnie od tego ile osób jest obok nas, po prostu czasami czujemy, że nikt nas nie rozumie.
Dziś popłakałam sobie, zrobiło mi się lepiej i (chyba Bóg sprawił, że) skontaktowała się ze mną koleżanka. :)
Tobie też bardzo dziękuję, że napisałaś. :) -
aga85 # 19 mies. temu
Wiem Justynk o czy mówisz!!!!Wszyscy dookoła sie smieja beztrosko ,bezproblemowo a Nasz smiech jest taki troche inny-szczery ale juz nie taki beztroski.WIEM KOCHANA O CZYM MOWISZ!!!Ja mam 25 tal i nawet nie wiesz jak mi ciezko gdy wszyscy moi rówiesnicy borykaj sie z innymi problemami(zalatwiaja sale na wesele,staraja sie o dzicko,remontuja mieszkania)a ja borykam sie z moim problemem-tak odleglym ich problemow.Tak bardzo chcialabym zapomniec o tym co nas dotylka,bestrosko smiac sie i bawic,ale wtedy zdaje sobie spare ze dzieki temu co przezywam teraz dostrzegam to czego nikt inny nie widzi-poprosty piekno zycia!!!!!!nie marudze,nie narzekam staram sie wykorzystywac swój czas w 100%.JUSTYNKO strasznie trudno pocieSzyc w takiej chwili,czasami faktycznie łzy pomagaja bo nie kazde łzy sa złe-niektóre sa balsamem dla duzy i oczyszczeniem,wiec czasem warto popłakac!!!POZDRAWIAM CIE BARDZO MOCNO I SCISKAM W MYSLACH:)
-
czupura # 19 mies. temu
witajcie dziewczynki :)wieje od Was sama pozytywna energia więc i ja się do Was "dosiadam" :) Sama przeszłam przez to co Wy, rok chemii, operacja i pytanie "co dalej?" ... A teraz wiem, że dalej jest pięknie i kolorowo, że nic mnie nie zniszczy, że jestem silniejsza, pokorniejsza... Tak pokora to było to czego nauczyłam się w szpitalu, aczkolwiek mój lekarz twierdzi, że większego buntownika ode mnie nie widział, bo uparta i pyskata jestem odkąd nauczyłam się mówić " NIE"... :) Ale NIE było dla mojego skorupiaka, NIE-dla samotnego siedzenia w domu, dla głupich pytań bez odpowiedzi, dla smutku, dla każdej niepotrzebnej minuty spędzonej w łóżku szpitalnym... Wiecie, że nigdy nie leżałam w szpitalu w ciągu dnia w piżamie, niby nic a jednak zawsze dżinsy, podkoszulek i buty, żadnych podomek, piżam, kapci (ku rozpaczy pani salowej:)... Mimo, że miałam chemię przez 3 dni, to po każdej biegłam na drugi koniec miasta do cioci u której się zatrzymywałam (bo mieszkam 100km od miasta w którym się leczę) żeby chociaż nocy nie spędzać w szpitalu, żeby chwilkę po rynku pochodzić, pobyć wśród ludzi... Na początku lekarz próbował ze mną "walczyć" potem tylko negocjowaliśmy- wychodzę ale o 7:00 jestem pod dyżurką, jak się coś dzieje to natychmiast do niego. Tylko kiedy miałam "kryzys" HB- niecałe 6, zostałam uziemiona w szpitalu... :/ Najgorszy moment i chwilę zwątpienia miałam kiedy zmarła moja koleżanka, wtedy pomyślałam przez chwilkę, że to może nie ma sensu, że może niepotrzebnie walczę, staram się, uśmiecham... bo może będę następna... Na szczęście lekarz był przy mnie i już myślałam, że znowu mnie opierniczy, a on tak po ludzku mnie przytulił, i powiedział, że Ania walczyła do końca, że gdyby on nie wierzył, że się uda to nie zostałby tym kim jest... banalne a tak bardzo mi pomogło :) Więc ja życzę Wam tej zakręconej strony życia, tego zadziora, uśmiechu i poczucia humoru... bo tylko ten co walczy wygrywa :)
-
-
Gina # 17 mies. temu
Witam. Ładnie piszecie. Ciekawe co teraz porabiacie kobietki - mam nadzieję że jest wszystko ok. Moja historia jest zupełnie inna . Napiszę w skrócie bo było by dużo pisania . Operację miałam 2 lata temu . Następnie chemioterapia , radioterapia i reszta chemioterapii . Do tego jeszcze hormonoterapia do początku 2011 roku . Mam mamę ( 88 lat ) którą się opiekuję . Mam też troje starszego rodzeństwa . Niestety do pomocy byli tylko podczas mojej nieobecności w domu - czyli wtedy gdy byłam w szpitalu . Jak wracałam to wszyscy wracali do swoich rodzin i zajęć. Jestem Amazonką więc myślę że domyślacie się jak wyglądało moje życie w czasie leczenia. Oczywiście w czasie chemioterapii też jak wracałam zostawałyśmy same . Tak jak Wy nikomu nie życzę choroby ale widzę że ten kto nie zachorował poważnie tak naprawdę jest ślepy jak ta ćma która leci do światła............
-
JustynaS # 17 mies. temu
Ja póki cały czas dochodzę do siebie po przeszczepie szpiku kostnego. Mija pół roku od przeszczepu, a mi cały czas spada hemoglobina. Co 3-4 tygodnie jeżdżę na toczenie krwi. Ogólnie czekam na lepsze czasy. :) I tak się cieszę, że żyję.
Gina, godne podziwu, że w czasie choroby opiekujesz się mamą, myślę, że masz OGROMNEGO PLUSA NA 'GÓRZE'.
Ja natomiast mam dużą opiekę od mamy, gdyby nie ona, to byłoby mi bardzo trudno. Jeszcze w pełni nie jestem samodzielna, tzn. np. nie mogę jeszcze sprzątać, bakterie, kurz itp, a ja mam obniżoną odporność. Robi to mama, która przyjeżdża do mnie co tydzień i mi sprząta. Jakich do czasów dożyłam, żeby mama dorosłej córce przyjeżdżała i sprzątała. Denerwuje mnie to. I ... czekam na lepsze czasy, aż będę mogła być w pełni samodzielna. :)
Bardzo mało osób w naszym świecie (mam na myśli 'zachodnim') skłania się do refleksji. Wśród moich znajomych tylko jedna jakoś tak 'poważniej i głębiej' podeszła do sprawy, zastanowiła się, pomyślała, że ją może to spotkać i co wtedy, miała głębsze przemyślenia. Reszta nie potrafi się zatrzymać i zastanowić, Rozważania na tematy 'głębsze' ewentualnie przesuwa się na potem, na starość, a starość chorobliwie przesuwa się w czasie. Większość pędzi, goni za czymś, i tak naprawdę gubi to co w życiu najbardziej wartościowe. -
JustynaS # 17 mies. temu
no jeszcze taka refleksja na temat śmierci, tu zacytuję to co przeczytam w wywiadzie z K. Nosowską, która mówi tak:
"Mówię, że jej się nie boję (śmierci). Zaakceptowałam śmierć i czuję się wolna. (...) W kulturach wschodnich śmierć nie jest tabu i myślę, że dzięki temu tam łatwiej się żyje. Ludzie wykorzystują każdą sekundę w dobry sposób, bo wiedzą, że szkoda pozostawać w gniewie, zazdrości."
Piszę to dlatego, bo tak samo odczuwam. Szkoda jest mi czasu właśnie na gniew, zazdrość, konflikty, kłótnie. Każdą chwilę chcę spędzić dobrze, wykorzystać ją maksymalnie, nie chcę marnować czasu z powodu fałszywej dumy, 'jakiś tam' uraz czy 'jakiejś tam wartości'. Nie chcę odkładać rzeczy najważniejszym na jutro ani tego aby życie przeciekło mi przez palce. Bo wiem, że nie jestem nieśmiertelna.
:)
Pozdrawiam Ci Gina oraz inne forumowiczki. -
Gina # 17 mies. temu
Z TYM NA GÓRZE to chyba masz rację . Chociaż nikt nie wie jakie ON ma plany. Mam wrażenie że wszystko układa się tak jakby moja mama miała duży plus u NIEGO. Całe życie pracowałam - od dziesiątej do osiemnastej. wracałam ok. 19stej. Teraz jestem na rencie - więc mam więcej czasu dla mamy .
-
Gina # 17 mies. temu
Justyno . Co do odporności to mam też problem . Wyniki wszystkie dobre , ale leukocyty cały czas poniżej normy . Za mało odpoczywam. Radioterapia też niszczy szpik kostny. Onkolog stwierdziła że mam szpik częściowo uszkodzony do końca życia. Jem wszystko co ma dużo żelaza - dzięki temu hemoglobina jest wysoka . Dbaj o siebie dużo śpij i odżywiaj się .... Uwierz że będzie dobrze . Pozdro : - ) jak mówi młodzież .
-
JustynaS # 17 mies. temu
U mnie leukocyty też nie osiągnęły normy, do tego biorę leki przeciw odrzutowi (fachowo to się nazywa immunosupresja), które obniżają odporność. Co do jedzenia żelaza, to lekarz powiedział, że mnie to za bardzo nie pomoże, ponieważ przyczyna tkwi gdzie indziej.
Przy przeszczepie była duża niezgodność grup krwi, dawca (brat) A+, ja 0+. Już powinnam przejąć grupę brata A+, a ostatnie badania wykazały, że krwi czerwone nadal są z grupy 0+. Jutro mam mieć trepanobiopsję (pobierany szpik kostny z kostką), wtedy zobaczą co się dzieje w szpiku, w czym tkwi problem.
Po chemii (miałam 9 kursów przed przeszczepem), która docelowo niszczy szpik (poza tym i inne narządy - to tak na marginesie, jak każda chemia) 'mój stary' szpik był nie najlepszej jakości. Wymieniłam sobie na nowy, zdrowy, 'silny' (od młodszego brata), to powinien być jak 'złoto' :))). -
zofia tyburska # 17 mies. temu
Witajcie!!Dawno tu nie zaglądałam...Dziś mnie zebrało.W czerwcu minął rok od zakonczonej radioterapii i chemioterapii.Robie sobie często morfologię.Wszystkie parametry krwi sa super a wyjatkiem białych ciałek,ktore sa cały czas poniżej normy-3,6 ,lekarz twierdzi ,że to nie jest tak żle...Powiem tak!!Żyję inaczej niż przed chorobą-szybciej,korzystam z każdej danej mi chwili..Nie myślę nawet przez chwilę,że mogłabym umrzec !!!Planuje dużo!!Chodze do lasu,pracuje na działce bez żadnych ulg....Niektóre osoby ,które pewnie myslały,że wkrótce umrę patrzą na mnie ze zdziwieniem,że świetnie wyglądam...Dbam o siebie o dobre żywienie....Teraz chgodze do lasu.17-go listopada bede obchodzic 2 rocznice od operacji...Muszę żyć doczekac wnucząt!! Tak będzie...mam inne spojrzenie na problemy,które dostarcza życie.Kiedys nie wytrzymałabym pewnych sytuacji,teraz to pestka...Ciesze sioekażdym dniem...W okresie leczenia nie znosiłam słów'będzie dobrze" ,"rak to nie wyrok".Wolałam aby milczeli niż pocieszali w taki sposób.Pozdrawiam wszystkich walczących z tą chorobą paskudną!!!
-
Wojtek # 12 mies. temu
Ja na szczęście moglem sobie spokojnie sam przechodzićprzez rakowe przygody/
w sumie nikt się nie przejmował za bardzo tym co się dzieje
I w sumie dobrze bo jakośzacżeło mi siepo raku ukłądac i z nikim niczym nie musze się dzielić
Kupiłem sobie auto na raty i jeżdże teraz czasem oglądac świat
Powiem Wam świat fajny jest a nie wiedziałem tego wcześniej
Jedna tylko osoba płakał więc teraz staram sięzeby jużnie musiała nigdy płakac.